Ostatnimi czasy na rynku pojawiły się nowe, ciekawe opakowania na tusz do rzęs. Zastosowano w nich rozwiązanie, które ma sprawić, że nakładanie tuszu stanie się prostsze, a przy tym bardziej efektywne. Mowa o wibrujących szczoteczkach, które drgają w trakcie nakładania produktu.
Pierwsza taka maskara to Oscillation Power firmy Lancome. W części ze szczoteczką znajduje się akumulatorek, który powoduje oscylacje – 7000 na minutę. Według danych producenta oryginalna bateria (nadająca się do recyklingu) wystarcza na pracę przez 18 godzin non-stop, ale w razie jej wyczerpania, można ją zastąpić zwykłą baterią do zegarka. Cały mechanizm uruchamia się małym, gumowym przyciskiem, znajdującym się u nasady maskary, który trzeba naciskać w trakcie nakładania tuszu.
Podobne urządzenie zostało także zainstalowane w tuszu TurboLash marki Estee Lauder. W wypadku tego produktu „motorek” uruchamiany jest automatycznie w momencie odkręcenia szczoteczki. Bateria nie jest wymienialna i gdy się skończy, trzeba zakupić nowy produkt. TurboLash jest trochę szybszy od Oscillation, gdyż drga 7500 razy na minutę.
Oba opakowania mają ułatwić i ulepszyć sposób aplikacji tuszu. Mikro-oscylacje eliminują potrzebę wykonywania, znanego większości kobiet, „ruchu zygzakowatego” w trakcie malowania rzęs. Obydwie firmy, Lancome i Estee Lauder przekonują, że nowe szczoteczki zapewniają idealne wydłużenie, rozdzielenie i pogrubienie rzęs. Czy jest tak naprawdę, trzeba przekonać się samemu, ale pomysł i wykonanie opakowań jest niezwykle interesujący.
Oprac.: Agnieszka Cieślicka
Źródło: www.lancome-usa.com; www.esteelauder.com




